40 nocy, 118, 181

40 nocy temu ostatni raz miały miejsce obserwacje, teleskopowe i jakiekolwiek inne, Księżyca i Jowisza.
118 nocy temu ostatni raz teleskop widział obiekty nieba głębokiego położone w Drodze Mlecznej.
181 nocy temu w zwierciadło główne ostatni raz uderzył foton pochodzący z innej galaktyki.

Chyba w końcu się za mną stęskniła. Już kilka dni temu była u mnie i nawet ściągnęła ze mnie ten szary worek, pokazywała mnie jakiemuś chłopakowi. Myślałem, że może gdzieś mnie zabierze z tej piwnicy, ale nie. Nie wróciła przez następne 7 nocy. Aż do wczoraj. 

Po 21 przyszedł po mnie Tata. Ustawił mnie przed garażem, ale w całkiem nowym miejscu. Teraz mogłem zobaczyć więcej północnej części nieba niż zazwyczaj, ale za to południowy horyzont schował się za drzewami. Stałem tak z dwie godziny, czekałem. W końcu przyszła.
Otwarły się drzwi garażu. Wybiegła, stanęła, patrzyła. Podbiegła dalej, znowu się zatrzymała. Z głową zadartą do góry zaczęła obracać się wokół własnej osi. Niebo faktycznie było urzekające, zwłaszcza po tylu nocach spędzonych w garażu. No jak ona tyle wytrzymała bez tego widoku? Tanecznym krokiem podbiegła do mnie. Zdjęła worek, zaślepki, przyniosła dwa krzesła, moje kochane okulary, swoje mapy i notes. 

Pierwsze co ujrzałem to Jowisz. Ale jaki ostry! Pięknie wyglądały te jego pasy. Wszystkie jego Księżyce ułożyły się z jednej strony, z czego jeden był tak blisko tarczy planety. To Europa. Ola stwierdziła, że o 2:30 zacznie się jej tranzyt, a 8 minut później wędrówkę po powierzchni Jowisza rozpocznie jej cień. Wreszcie! Przez te 3 lata nigdy jeszcze nie widziałem tranzytu żadnego jowiszowego księżyca lub jego cienia. Może w końcu…

Te rozmyślania przerwał mi gwałtowny obrót. Zwróciła mnie ku przeciwnej części nieba. Moim zwierciadłom ukazały się jakieś odlegle galaktyki. A tych to w ogóle nie widziałem chyba od zeszłej wiosny. To M81 i M82. Pierwszy raz z okularem 15 mm. Jakie to piękne! Takie szczegółowe! Cygaro jak jeden wielki „farfocel”, cały postrzępiony o zróżnicowanej jasności. Oczywiście najjaśniejszy w centrum. A zerkaniem ujawnia się delikatne i niewielkie, ciemne wcięcie w jego środek. Tuż obok, M81. Podłużne, jasne, owalne jądro zanurzone w halo. Samo halo jaśniejsze w jednej osi, a ta jego „jasność” z jednej strony trochę skręcona. W 15 mm nie mieściły się razem w polu widzenia, toteż wymieniła okular na 30 mm, a ja mogłem podziwiać obie galaktyki razem. 
Niedługo później skierowała mnie ku innym kosmicznym wyspom. M51 i NGC 5195. Powiem tak, stała wpatrzona w nie z otwartymi ustami. Autentycznie. W zasadzie gdybym miał usta, też bym je otworzył. A tak jedynie mogłem rozjustować szukacz, ale powstrzymałem się od tego. Ten 15 mm jest niesamowity. Nigdy, ale to przenigdy czegoś takiego nie widziałem. Taka struktura? Na wprost bez zastanawiania się – jedno ramię M51, jej jasne jądro, NGC 5195 też jaśniejsza w centrum. Ale zerkaniem? W M51 pojawiło się tyle ciemnych zawijasków. Wygląda jak ślimaczek. Wow! To jest cudowne, piękne, wspaniałe! Jeju, przecież na nie można patrzeć i patrzeć. 
Po ponad piętnastu minutach (szkoda, że nie później) znowu gwałtowny zwrot. Zamiast skierować mnie niżej do Psów Gończych, obróciła mnie ku Warkoczowi Bereniki. No tak. Kto w takiej sytuacji nie byłby ciekaw Czarnego Oka. Jego też nie widziałem baaaaardzo długo. Wyraźnie widoczne ciemne pasmo otulające jasne jądro, całość skąpana w mglistym halo. Idealnie pasuje mi tu słowo „urocze”. Ta galaktyka jest niesamowicie urocza.

Na chwilę wzięła lornetkę, której też już dawno nie widziałem. Oglądała okolice Warkocza Bereniki. Pewnie patrzyła na te mgliste galaktyki, które w tamtym rejonie wyłaniają się pośród gwiazd. Tego nie wiem. 

Gdy znowu do mnie podeszła, postanowiła wrócić do, potraktowanych po macoszemu jak dotąd, Psów Gończych. Okrąglutka M94 – jestem niemal pewny, że zerkaniem dostrzegałem delikatne nieregularności w jej jasności. Pobliska NGC 4618. Z tą to w ogóle ciekawie. Nie umiem określić jaki miała kształt, jakiś na pewno miała, to oczywiste, ale zerkaniem wyglądała, jakby ten co chwilę się odrobinę zmieniał. 
Niedaleko w lustra rzuciła mi się NGC 4490. Według Interstellarum jej imię to „Cocoon Galaxy” (Galaktyka Kokon). Podłużna, wydawała się troszkę wygięta. Zerkaniem widać było, że w centrum jest jaśniejsza. Patrzyłem tak na nią, aż nagle obok ujawniła się jakaś inna plamka. Była usytuowana w pobliżu jednego z końców sąsiadki. To NGC 4485. Hmm, sądząc po rysunku na mapie w atlasie, powiedziałbym, że te galaktyki są na tyle blisko, że nie będę w stanie dostrzec ich oddzielnie. A tu zaskoczenie, w rzeczywistości bez problemu można zaobserwować je jako dwa osobne obiekty. 
Wędrując dalej, natrafiliśmy na NGC 4449, Galaktykę Prostokąt, a przynajmniej tak nazwał ją Interstellarum (The Rectangle.) Faktycznie całkiem owalna ona nie była, choć oczywiście jako figura geometryczna też się nie jawiła. Miała trochę jaśniejsze centrum, jednak nie było ono położone w samiutkim jej środku, ale troszkę przesunięte ku jednemu z krańców. Odrobinę nieregularna w środku, z jednej strony mocniej odcinała się od tła nieba niż z drugiej. Sama galaktyka łatwo rzuca się w okular. Bardzo mi się spodobała, Oli chyba też. 
Kolejno, padły na mnie fotony, które 23 miliony lat temu wyruszyły w podróż z galaktyki M106. Dzięki nim zobaczyłem ten obiekt jako podłużny owal, z jednej strony bardziej wypukły, a z drugiej mocniej odcięty od tła. Jej jądro było oczywiście jaśniejsze, a zerkaniem cała galaktyka miała subtelne nieregularności w jasności. Blisko niej mogłem zidentyfikować NGC 4218 i NGC 4220. Potem zaobserwowałem jeszcze M63, kosmiczny Słonecznik, który ukazał mi się jako owalny, „farfoclowaty” obiekt z jaśniejszym jądrem. Zbyt dużo czasu jej nie poświęciłem, bo oto zegarek wskazywał 2:27. To oznaczało tylko jedno…

Szybko zostałem zwrócony ku Jowiszowi, już drugi raz tej nocy. Był tylko jeden problem. Pobliskie krzewy skutecznie zasłaniały widok, sprawiając, że król planet tylko odrobinę prześwitywał pomiędzy liśćmi. No niemożliwe. To miały być moje pierwsze obserwacje tranzytu księżyca i jego cienia na powierzchni Jowisza. Najwyraźniej jeszcze sobie na to poczekam…

Tymczasem znów wzięła lornetkę i tym razem obróciła się ku letnim konstelacjom. Potem oglądała je gołym okiem, łapiąc w swe oczy widok delikatnej smugi Drogi Mlecznej. Dawno go nie widziała, ja też. Wycelowała mnie w stronę M13. Patrzyliśmy przez chwilę z zachwytem, aż nie odsunęła oczu od okularu. Robiła tak czasem „z głupoty”, kierując oczy w zupełnie inną, przypadkową część nieba. Miała chyba jakieś wyczucie, bo często w takim momencie zauważała tam flarę Iridium czy jakiś meteor… Tym razem zobaczyła ISS.
Zerwała się. I ja też. To znaczy… Gwałtownie mnie złapała, próbując wcelować w pędzącą stację kosmiczną. Udało jej się to dopiero, gdy ta minęła zenit i trochę zwolniła. Wow! Pierwszy raz widziałem ISS z tak bliska. I jej panele! Mknęła coraz wolniej, coraz mniejsza, coraz bardziej pomarańczowa. Śledziliśmy ją aż nie zniknęła za horyzontem. Była 3:02. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że noc astronomiczna już się skończyła. Niebo na północnym wschodzie stawało się coraz jaśniejsze. Zauważyła też, że jestem cały mokry od wilgoci. Zrobiła mi kilka zdjęć i zaczęła chować cały osprzęt i krzesła. Założyła mi zaślepki i się pożegnała.
Była szczęśliwa. I ja też.

Potem widziałem jeszcze jak szła z aparatem i statywem za dom. Pewnie chciała zrobić kilka zdjęć o świcie. 
 

IMG_20180513_031758.thumb.jpg.56c77b3b8e18fd87a48ce3c9cf4c8e0a.jpg
IMG_20180513_031840.thumb.jpg.8a64d58c9e0743bcff5fbcc2110c0866.jpg
IMG_20180513_044948.thumb.jpg.ade63c83e519239bdecf3d1613b229b0.jpg
IMG_20180513_045128.thumb.jpg.be22f50862b4204b594f29b6c118ddcd.jpg
IMG_20180513_045229.thumb.jpg.35e50903b99178566bfb00b99ff8aeba.jpg
IMG_20180513_045423.thumb.jpg.2832c6a49856bd7c3253255b715748a3.jpg