Jesienne ładowanie baterii

Jakoś mnie tak dzisiaj naszło, by zrelacjonować Wam moją krótką sesję obserwacyjną, która miała miejsce 8 listopada. Nie jest specjalnie długa ani obfita w obiekty, jednak skutecznie pozwoliła mi naładować baterie.

Po wielu dniach, które minęły pod znakami chmur, smogu i ogromnego zapylenia, wreszcie nadeszły deszcz i wiatr, a po nich przejrzyste powietrze i pogodne niebo.  Zmotywowana statusem Lukosta, poprosiłam tatę o wystawienie GSO 10″. Kiedy tylko na polu zrobiło się odpowiednio ciemno, rozpoczęłam obserwacje.

Na początek jak zwykle spojrzałam na obiekty typu Hantelki, Pierścionek, M 71 czy Veil i to właśnie przy tym ostatnim zatrzymałam się na dłużej. Trochę wstyd, że dopiero teraz, ale wreszcie oprócz zachodniej jego części, dane było mi ujrzeć także tę wschodnią, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Z każdą chwilą wydawała się większa, a jej struktura stawała się coraz lepiej dostrzegalna w całej swojej złożoności i skomplikowanej budowie. W pewnym momencie, powoli przesuwając się z powrotem ku Miotle Wiedźmy, zauważyłam delikatne pojaśnienie nieba, które po dokładniejszym przyjrzeniu się przybrało jakby trójkątny kształt. Wtedy przypomniałam sobie o Trójkącie Pickeringa. Zawsze wydawało mi się, że na moim niebie nie uda się go upolować, to jednak musiał być on, bo potem w domu sprawdzałam mapki i jego położenie zgadzało się z tym, co widziałam w okularze. Oczywiście do obserwacji Veila wykorzystałam filtr O-III. Wracając jeszcze do samego widoku mgławicy – podziwiając ją pożałowałam, że nie wzięłam ze sobą ołówków i gładkiej kartki, a na pewno powstałby szkic. Nie miałam jednak serca ani na tyle silnej woli, by oderwać od niej wzrok.

Wreszcie po kilkunastu minutach zdecydowałam się przejść dalej. Jako że w pamięci wciąż miałam Mgławicę Mrugającą, o której na zlocie opowiadała mi Ewa, szybko postanowiłam, że to właśnie NGC 6826 zostanie moim kolejnym celem. Dotrzeć do niej jest bardzo łatwo, więc szybko ustawiłam teleskop w jej kierunku. Spojrzałam przez okular i ujrzałam gwiazdy, jednak jedna z nich wyraźnie różniła się od innych, mieniła się ładnym niebiesko-zielonym odcieniem. Odruchowo użyłam O-III i teraz już byłam pewna, że to planetarka – stała się niesamowicie wyrazista, wręcz błyszczała pośród przygaszonych gwiazd. Po chwili jednak się opamiętałam i ładując w wyciąg okular 9 mm bez filtra, spojrzałam na nią jeszcze raz. Teraz na prawdę mogłam się przekonać, skąd pochodzi jej nazwa: przyglądając się jej na wprost nie różniła się specjalnie od zwykłej gwiazdy, natomiast zerkaniem – rosła, stawała się trochę rozmyta, jak gdyby lustro pokryło się wilgocią. Ona po prostu mrugała…

Kiedy już z nią skończyłam, zauważyłam, że powietrze zaczęło gęstnieć – powolutku nadchodziła mgła… Nie przyjęłam się tym zbytnio i rzuciłam okiem na Królową Andromedę wraz z towarzyszkami. Wtedy przypomniałam sobie o pobliskim asteryzmie, którego temat był kiedyś poruszany na Forum. Chodzi oczywiście o Kij Golfowy i piłeczkę, w której rolę wcieliła się gromada NGC 752. Całość pięknie prezentowała się w moim Nikonku (Nikon Action EX 10×50).

Jako, że miałam już w rękach lornetkę, postanowiłam pozwiedzać sobie niebo z jej pomocą. Przez jakieś pół godziny krążyłam z nią pośród lśniących błyskotek, co jakiś czas trafiając na ich zagęszczenie w postaci np. Chichotek czy Plejad. Potem jeszcze spędziłam długi czas na podziwianiu nieba w naprawdę szerokim polu – gołym okiem – oraz na rozmyślaniu o wszystkim i o niczym…

Kiedy zrobiło się zdecydowanie zimniej i już miałam zamiar wracać do domu, przypomniałam sobie o jeszcze jednym klasycznym obiekcie, a mianowicie o galaktyce M 33. Spojrzałam na nią przez teleskop i zwinęłam się do domciu. Było mi w prawdzie trochę szkoda, bo Orion dopiero zaczynał podnosić tyłek znad Ostrego Wierchu, ale na mnie czekały jeszcze słówka z angielskiego i zadania z matematyki. 

W ten oto sposób baterie zostały naładowane, dzięki czemu łatwiej będzie mi przetrwać chmurwną jesienną porę. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.